RSS

Wojna o Kerlath – koniec

Read this entry in English/Przeczytaj ten wpis po angielsku 

Moje lenistwo przekracza ludzkie pojęcie. Nie opisałem sesji czwartej ni piątej, więc po wczorajszej, szóstej i ostatniej, spiszę wszystko w telegraficznym skrócie.

Egzekucja kilku bandytów w Tafars nie przebiegła sprawnie. Kat był podstawiony i zawiązał powrozy tak, że rozplątały się, gdy przyszło do wieszania. Postacie graczy powstrzymały część bandytów przed ucieczką z miasta. Arod omal nie stracił przy tym życia. Gracz Verlaya na moją prośbę zmienił postać na bardziej pasującą do pozostałych, co znacznie ułatwiło mi stworzenie wyzwań dla wszystkich graczy. Po szybkim wyleczeniu strażnika, drużyna ruszyła za miasto, gdzie wytropiła i zatrzymała pozostałych skazańców.

Parę dni później eskortowali bandytów na egzekucję w innym mieście. Było kilka ofiar, z powodu jednego z więźniów oraz ostrzału bandytów jednej nocy. W drodze powrotnej towarzyszyli trzem magom.

Po następnych kilku miesiącach każda postać otrzymała propozycję dołączenia do ludzi próbujących przejąć prowincję, lecz odmówili. Z tego względu zostali wciągnięci w pułapkę pełną zombi, z której nie uszli z życiem, więc ta krótka kampania dobiegła końca.

Wnioski ze wszystkich sesji:

1. Nie umiem jeszcze poprowadzić poważnej, nie skupionej na walce sesji.
2. Muszę popracować nad zasadami zarobków. Stosowane w tej kampanii nie miały sensu (tak to bywa z zasadami domowymi).
3. Muszę popracować nad ogarnianiem walki w zwarciu (ang. Close Combat) na mapie. Pięć figurek na jednym sześciokącie (zgodnie z zasadami w komórce może być dowolna liczba postaci) to zdecydowanie za dużo.
4. Niektóre walki godne są uwiecznienia na zdjęciach. Ten ścisk trudno było ogarnąć, ale miał swój urok.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21.05.2012 w sesje, Wojna o Kerlath

 

Tagi:

Wojna o Kerlath, 3. sesja

Read this entry in English/Przeczytaj ten wpis po angielsku

Na wczorajszej sesji byli:
Arod, ludzki strażnik [106 punktów]
Othon „Gorzała” Warfuner, krasnoludzki weteran, obecnie murarz [99 punktów]
Pozostali gracze nie mogli się dziś zjawić. Wartości punktowe szacowane.

Minął tydzień od „ataku” nieumarłych na Tafars, miasto w którym mieszkają BG. „Atak” ująłem w cudzysłowie, bo straty w ludziach były stosunkowo niewielkie. Napastnicy byli agresywni tylko wobec walczących, od reszty domagali się kapitulacji. Gorzała nie miał został pociągnięty do odpowiedzialności za zabicie dziewczynki, bo trzech strażników potwierdziło, że była groźną czarownicą.

Arod wydobrzał na tyle, by wrócić do pracy. Othon uznał, że jego Miś Triumfalny kiepsko wygląda na toporze i postanowił postawić go nad kominkiem – i wtedy usłyszał w głowie głos małej wiedźmy. Zaniepokojony, postanowił zgłosić się do straży, żeby otrzymać pomoc czarodzieja. Po drodze wpadł na Aroda, będącego na patrolu, który uznał, że może pomóc koledze w dotarciu do odpowiedniej osoby.

Nim dotarli do cytadeli, zboczyli na rynek, zobaczywszy jakieś zgromadzenie. Jego powodem był ubrany w białe szaty człowiek przekonujący ludzi, że w wojsku za małą rolę odgrywają czarodzieje.* Othon wdał się w polemikę z Białym, co podzieliło tłum na dwie grupy: jedną agresywną wobec krasnoluda i Aroda (wielu oskarżało ich o pomoc w napaści na miasto, skoro kazali zaprowadzić małą wiedźmę do strażnicy), drugą wobec mówcy. BG zostali aresztowani, bardziej dla ich bezpieczeństwa, niż z powodu oskarżeń.

Arod i Gorzała ponownie złożyli wyjaśnienia dotyczące czarownicy. Ponadto krasnolud przedstawił swój problem z maskotką. Czarodzieje zapieczętowali zabawkę i zaczęli ją badać, uprzednio wyjaśniwszy Othonowi, że mazanie krwią czarownicy po jej ulubionej zabawce może mieć magiczne konsekwencje, których nikt nie potrafi przewidzieć. BG zostali przetrzymani jeszcze jakiś czas, zanim ponownie przesłuchany zostanie Verlay. Krasnolud wykorzystał ten czas, by barwnymi opowieściami zyskać sobie trzech wdzięcznych za ratowanie Tafar mieszkańców, zaś Arod dowiedział się paru nowych rzeczy o przebiegu ataku sprzed tygodnia.

Nazajutrz Warfuner został wezwany przez czarodziejów ze straży, proszących by on zniszczył oczy maskotki, będące magicznymi kamieniami. Wyjaśnili, że ze względu na jego „rytuał” pomazania krwią może być bezpieczniej, jeśli to on je skruszy.

Po powrocie do domu Othon zastał drzwi wyłamane, a izbę przeszukaną. Od okolicznego żebraka wykupił informację, że w jego mieszkaniu był jakiś osiłek i człowiek w białym płaszczu. Zgłosił to Arodowi, który jednak nie znalazł na miejscu żadnych znaczących śladów. Sam krasnolud poszedł do świątyni, gdzie usłyszał, że człowiek, który wczoraj przemawiał na rynku, nie jest Białym Magiem ani kapłanem. Potem złożył oficjalnie zawiadomienie o włamaniu, choć to wiele nie dało.

Następny dzień minął spokojnie, jednak późnym wieczorem, gdy Arod i Othon odprężali się przy alkoholu po ćwiczeniu się w walce mieczem, do drzwi zapukała grupa ludzi podjudzanych przez fałszywego Białego Maga, którzy żądali od BG opuszczenia miasta. Othon, nerwowy z natury i lekko pijany, szybko przeszedł do rękoczynów. Gorzała kilkoma sztychami powalił trzech napastników, dwóch mieszczan pobiło się nawzajem (zupełny brak wprawy w walce), dwóch powalił gołymi rękami strażnik. Krasnolud chciał zajść resztę od tyłu, wychodząc przez okno, ale w nim trafił na włamującego się osiłka z toporem. Trafił go też w tors dwoma cięciami, co zakończyło znajomość. Wreszcie Warfuner powalił czarodzieja, a przedostatniemu z mieszczan odciął obie ręce. Ostatni z napastników uciekł w noc.

* Biali Magowie, najszybsze skojarzenie budzone przez czarodzieja w białych szatach, to uczynny zakon czarodziejów światła i leczenia, którego bracia z reguły wędrują po królestwie, pomagając ludziom.

Wnioski:
1. Gra bez książek na stole jest bardzo przyjemna. Zwiększa płynność rozgrywki, co z nawiązką wynagradza zdarzające się czasem nieścisłe stosowanie zasad systemu. Ale tabelę krytycznych chybień muszę sobie skserować, zwłaszcza jeśli mają się powtórzyć walki z dziewięcioma ludźmi nie mającymi pojęcia, jak się trzyma broń w rękach.
2. Muszę zwrócić więcej uwagi na wciągnięcie wszystkich postaci w fabułę. Na szczęście gracza Aroda nie trzeba długo przekonywać, żeby szedł z innymi BG, ale i tak sądzę, że za mało zachęcałem jego postać do udziału w wydarzeniach.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 23.04.2012 w sesje, Wojna o Kerlath

 

Tagi: ,

Wojna o Kerlath, 2. sesja

Read this entry in English/Przeczytaj ten wpis po angielsku

Na drugiej sesji mieliśmy:
Verlaya, ludzkiego kowala, trochę anarchistę [100 punktów]
Othona „Gorzałę” Warfunera, krasnoludzkiego weterana, aktualnie murarza [97 punktów]
Aroda, ludzkiego strażnika [102  punkty]
Gracz Anwgarda był nieobecny.

Othon i Arod byli w kuźni Verlaya, ostrząc swoje miecze, gdy wszyscy usłyszeli jakieś krzyki z zewnątrz. Arod, wyszedłszy, zatrzymał jakiegoś mężczyznę, od którego usłyszał, że miasto jest atakowane przez jakieś potwory. BG ruszyli do bramy by zorientować się, co się dzieje. Zauważyli kilku martwych strażników i 4 ludzi wchodzących po kolei do wszystkich domów. Intruzi zdawali się nie zauważyć BG, którzy postanowili zbliżyć się, ale bocznymi uliczkami. Spotkali rudowłosą dziewczynkę, szukającą swojej zabawki, jakby nic szczególnego się nie działo. Postanowili zabrać ją w jakieś bezpieczne miejsce, ignorując złe przeczucia. Gdy spotkali inną grupę ludzi, zostawili dziewczynkę z nimi i wrócili na spotkanie z dziwnymi najeźdźcami.

Drużyna usłyszała kobiecy krzyk z pobliskiego domu. Weszli, by spotkać czterech zombi. Nieumarli nie atakowali, jedynie żądali poddania się swoim obrzydliwym głosem. Ale dama była w potrzebie! Więc BG wycięli zombi bez wysiłku, bo potwory nie miały nawet broni. Zbliżała się też grupka agresywnych ludzi, ale Gorzała wystraszył ich dzięki krytycznemu sukcesowi na Zastraszaniu, mimo że nie ma tej umiejętności. Gracze ruszyli do centrum miasteczka, po drodze znajdując pluszowego misia i zabierając grupę mniej odważnych ludzi.

Przed sobą mieli jakiś pożar, zauważyli też że drzwi do strażnicy są otwarte na oścież. Othon wyszedł naprzód na rozpoznanie. Zauważył rudowłosą dziewczynkę oglądającą pożar z uśmiechem na ustach. Towarzyszyło jej dwóch zombi i dwa ożywione szkielety. Krasnolud przywołał gestem Verlaya i Aroda. BG próbowali zbliżyć się niezauważeni, ale dziewczynka ich usłyszała. Gorzała znów spróbował swoich zdolności zastraszania, ale tym razem nie wyszło, mimo wykorzystania atutu, jakim była maskotka dziewczynki. Dziecko rozkazało nieumarłym schwytać BG i zaczęła wyczarowywać kulę ognia. Arod próbował przerwać jej swoją szarżą, ale krytycznie zawiódł test ataku i upadł. Ale dziewczynka też miała kiepski rzut i podpaliła pobliski dom, zamiast przypiec strażnika. Za to nieumarli go złapali, a mała podpaliła czarem jego ubrania. W międzyczasie Othon i Verlay zniszczyli po jednym nieumarłym. Potem Krasnolud ratował Aroda, a kowal zbliżył się do wycofującej się już dziewczynki. Ta podpaliła także jego ubrania, ale niemal zupełnie ją to wyczerpało. Othon wpadł w szał, zniszczył dwóch pozostałych nieumarłych i zgładził dziewczynkę. Na wszelki wypadek zdekapitował ją swoim dwuręcznym toporem, do którego później przywiązał jako trofeum naznaczonego krwią czarodziejki pluszaka. Othon wyszedł z walki niezadrapany, ale ludzie byli bardzo nieprzyjemnie poparzeni, Verlay nawet stracił przytomność.

W strażnicy BG znaleźli dwóch poparzonych strażników i grupę przerażonych ludzi. Zajęli się swoimi ranami. Othon wyszedł na spotkanie siedmiu żołnierzom ze stolicy prowincji. Poprowadził ich w miejsce, w którym zauważył kilku napastników. Z ostatniej walki wyszedł cało, ale sam też nikogo nie zranił.

Uwagi:
Wciąż bardzo kiepski ze mnie MG. Praktycznie nie ma w moich grach BN-ów, nawet w miasteczku! Gdy BG kogokolwiek spotkają, postać ta jest milcząca. Mieszczanie zachowują się sztucznie, kierowani inteligencją grzyba z Super Mario Bros. I choć mam pomysły na fabułę, jestem zbyt leniwy, by je przygotować i wychodzą z nich półminutowe spotkania. Nie jestem przy tym dość dobry w improwizowaniu, żeby to nadrobić. Muszę się poprawić w niemal wszystkim.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20.04.2012 w sesje, Wojna o Kerlath

 

Tagi: ,

Wojna o Kerlath, 1. sesja

Read this entry in English/Przeczytaj ten wpis po angielsku

Zacząłem prowadzić sesję w świecie fantasy zaczerpniętym z gry The Battle for Wesnoth. System to GURPS, a postacie nazwałbym doświadczonymi, ale nie potężnymi. Dokładniej, skład to:
Verlay, ludzki kowal, trochę anarchista [100 punktów]
Anwgard Tafar, ludzki szermierz [101 punktów]
Othon „Gorzała” Warfuner, krasnoludzki weteran i murarz [97 punktów, wymienił kilka na pieniądze]
Arod, ludzki strażnik miejski [100 punktów]
Przynajmniej sił do walki wręcz nie zabraknie.

Zaczęliśmy od tego, że od kilku dni nie zjawiały się dostawy z niedalekiej kopalni. Straż wysłała Aroda, ale Verlay uznał, że jeden człowiek to za mało, więc zabrał się z nim. Do podobnego wniosku doszedł ojciec Anwgarda, więc posłał syna. Othon nieświadomy problemów wybierał się tam, by poprawić jakiś strop.

Wynajętym wozem w dwanaście godzin mimo śniegu niemal dojechali do kopalni, jednak przy drodze znaleźli umierającego człowieka. Zdążyli jedynie wysłuchać jego ostatniej woli. Gdy złożyli denata na wozie, zza wzgórza dały się słyszeć śmiechy i zauważyć zbliżające światło. Większość została w cieniu nocy, a Arod i Othon wyszli troszkę na przód, naprzeciw grupy sześciu bandytów, twierdzących, że w okolicy teraz oni stanowią prawo. Sugestia poddania się sprowokowała ich do ataku. Choć otoczyli Gorzałę, ten skutecznie się bronił. Gdy Verlay obezwładnił dwóch przeciwników potężnymi ciosami młotem, a Tafar jednego głębokim cięciem, napastnicy poddali się. Jednemu udało się uciec z powrotem do kopalni.

Wstępne przepytanie pokonanych ujawniło, że kopalnia została przejęta przez pracujących tam więźniow. Drużyna postanowiła zawrócić do miasta. Już po godzinie konie odmówiły dalszej wędrówki bez odpoczynku. Noc, mimo bliskości kopalni, minęła spokojnie. Następnego dnia wrócili do miasta. Arodowi udało się znaleźć rodzinę znalezionego denata, ledwo zwolnionego z więzienia.

Po tygodniu do kuźni Verlaya przybył człowiek twierdzący, że dzięki magii może zapewnić dostawy żelaza mimo blokady kopalni. Kowal rozpoznał jednak używaną od dawna rudę. Czarodziej został aresztowany.

Kolejny tydzień później przybyły posiłki ze stolicy prowincji, mające odbić kopalnię. Wraz z nimi pojawiły się plotki o grupach nieumarłych, w tym elfów (niespotykanych zwykle poza lasem), atakujących wioski. Do Gorzały zgłosił się nieznany mężczyzna oferujący pieniądze za samą możliwość spotkania w innej wsi i porozmawiania o kulturze krasnoludów. Oferta była kusząca, ale Arod był nieufny. Domyślił się, że krasnolud jest, ze względu na rasę, potrzebny nekromancie odpowiedzialnemu za okoliczne ataki. Zakończyliśmy na tym, że mężczyzna chcący zwabić Othona został zatrzymany, był to jednak początkujący czarnoksiężnik, nie silny nekromanta.

Wnioski:
1. Następnym razem będę żądał stworzenia drużyny. Łączenie postaci z odmiennych grup społecznych w drużynę jest dla mnie trochę za trudne.
2. Jestem zbyt przyzwyczajony do postaci graczy zdecydowanie silniejszych od otoczenia. Ledwo powstrzymałem się przed rzuceniem na postacie wiozące schwytanych bandytów grupy odbijającej, która by po prostu zastrzeliła wartownika i zarżnęła śpiących (a w grze w stylu do którego przywykłem, kolejna grupa bandytów zostałaby zauważona i wybita)
3. Powinienem szykować się na walki, nawet jeśli się ich nie spodziewam. Planowałem losowy rzut reakcji spotkanych bandytów, ale spodziewałem się najwyżej gróźb, o ile gracze sami nie rzucą się do bitki. Ale rzut wyszedł beznadziejnie, a bandyci widzieli tylko dwóch przeciwników, co ich nieco rozjuszyło. Chyba muszę sobie zrobić jakiś mini bestiariusz z częstymi przeciwnikami.
4. Popełniłem olbrzymi błąd z próbą wyciągnięcia Othona z wioski. Wpadłem na ten pomysł na sesji i nie zauważyłem w porę, że jeśli Arod nie zrozumie wskazówek (tylko on miał dość informacji, by być podejrzliwym), będę grał sam ze sobą próbując go uratować przed moimi BN-ami. Na szczęście strażnik czuwał.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13.04.2012 w sesje, Wojna o Kerlath

 

Tagi:

Nikt nie pamięta niziołka

Przeczytaj ten wpis po angielsku/read this entry in English

Niedawno przypomniała mi się miniona kampania, w której (oczywiście) musieliśmy uratować świat przed zagładą. Problem polegał na tym, że musieliśmy bardzo szybko zebrać kilka artefaktów rozmieszczonych dość szeroko w różnych miejscach na świecie. Nasze postacie były naprawdę potężne, wciąż jednak nie chcieliśmy dzielić się na mniejsze grupy (osobiście uważam to za mało grywalne rozwiązanie).

Dopiero po kilku (nastu?) miesiącach przyszło mi do głowy, że, będąc elitą naszego świata, mogliśmy przecież zlecić zadanie zdobycia jednego z artefaktów komuś innemu. Skoro spadła na nas odpowiedzialność, której sami nie mogliśmy sprostać, powinniśmy byli stać się (no, jeden delegat drużyny) jedną z tych tajemniczych, zakapturzonych postaci, która przypadkowej grupce awanturników w karczmie powierza zadanie splądrowania zapomnianych podziemi dla jednego przedmiotu. Niezły plan, tylko przypadkowa grupka podróżników mogłaby nam sprawić więcej kłopotów, niż pożytku. Wreszcie zdałem sobie sprawę, że tajemnicza postać w kapturze nie musi wybierać swoich pracowników wróżąc z gwiazd ani czytając w myślach podróżników. Wystarczy jej szpieg.

Rozwiązanie dla naszej drużyny (wymyślone poniewczasie) wyglądałoby więc tak:
1. Ja, jako gnom, więc postać mało rzucająca się w oczy, krążę po karczmach i zajazdach, przysiadając się do różnych grupek i w zwykłej rozmowie oceniając ich przydatność: zdolności, charakter, uczciwość.
2. Wybranej grupie kolega, ludzki szlachcic, zleca zdobycie jednego z potrzebnych nam artefaktów.
3. Sugeruję prowadzącemu, że może sam zdecydować o wynikach wyprawy naszych najemników, albo dać nam zagrać parę sesji innymi postaciami.
4. Dwie drużyny jednocześnie próbują zdobyć dwa artefakty. Problem z czasem rozwiązany.

Skąd więc tytuł wpisu? Wszyscy pamiętają tajemniczego jegomościa w kapturze. Nikt nie pamięta szpiega – a nic mi tak nie pasuje na szpiega, jak niziołek. Nie opisywanie go jest normalne. Kto pamięta kogoś, kto niemal tylko słuchał, jeśli godzinę po nim pojawił się Zakapturzony Zleceniodawca? Nikt.
Ale on może się pojawić w dalszej części fabuły. Ktoś jakby znajomy, choć nie wiadomo skąd, wypytujący o ostatnie dokonania jakby wiedział, czego gracze szukają. Udzielający cennej rady, ale budzący niepokój.
Pamiętajcie więc o niziołku. Nawet, jeśli na początku wcale nie istniał.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26.03.2012 w sugestie i rady

 

Tagi: , ,